|
There are no translations available. Od początku naszej działalności skoczyło z nami w tandemie ponad 4000 osób. Niemożliwym jest zamieszczenie wszystkich fantastycznych opisów pierwszego razu, nadesłanych przez naszych pasażerów! Aktualne i archiwalne wpisy znajdziesz też na naszym forum w dziale "Mam mój pierwszy raz za sobą" i na stronie www.tandemy.pl w dziale Emocje. Życzymy miłej lektury, no a potem .... skacz z nami! Monika Witam Wszystkich Serdecznie,
Mój pierwszy raz przeżyłam 30.08.2009r. (najwspanialszy dzień w życiu ) Nigdy nie spodziewałabym się, że kiedykolwiek przeżyje coś takiego. Po tym dniu mam nie zapomniane wspomnienia, tym bardziej, że skakałam w doborowym towarzystwie ( Domiś, Burza WSPANIAŁE OSOBY!!!!!!!! ). Muszę przyznać, że na terenie lotniska ponuje wspaniała atmosfera, a to wszystko dzięki osbom, które łączą swoją pasję z pracą. Jestem pełna podziwu dla Was wszystkich!!!! Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tak życzliwymi i otwartymi ludźmi Dlatego zamierzam pojawić się ponownie na terenie Atmosfery, ale dopiero w następnym sezonie, niestety dopiero... Napewno będzie kolejny skok w tandemie, a jak wszystko dobrze się potoczy zapiszę się również na AFF. Zaszczepiliście we mnie chęć skakania i bardzo Wam za to dziękuję
Do zobaczenia i dziękuję raz jeszcze
IKS (jak powiedział, tak zrobił, a teraz jest już samodzielnym skoczkiem!)
Znajomi od dłuższego czasu namawiali mnie naskoki. Ich opowiadania nakręcały mnie coraz bardziej. Iks jednak jestzawsze zapracowany i nigdy nie ma czasu. Aż tu nagle pokazała się wizjaurlopu. Skakanie u znajomych jakoś tak mi nie pasiło bo wiecie... amoże coś odwalę ? albo kurcze mi się nie spodoba i co ? No to Atmosfera. Zarezerwowałem sobie termin po czym stawiłem siędzielnie.... dzielnie ?.... no może przesadziłem bo miałem pietra,zupełnie innego niż przed skokiem z bungee, ale miałem. Moja jakaś takanaturalność znikła. No ale nic. Pochodziłem sobie po strefie,popatrzyłem, należność w manifeście u Wiksy wpłaciłem pogadałem chwilęno i czekam. Ubrałem się jak ŚWIĘTY MIKOŁAJ bo mi powiedzieli, że nagórze bedzie zimno Na dokładkę kiepska pogoda, pochmurno. W końcu poznałem swojego tandempilota... Dynamita. Genialny gość o genialnej osobowości z takimpowerem że ho ho . Prawdziwy Dynamit. No i rewelacyjną Gagadkę, któranas filmowała i latała z "kowadełkiem" . Ekspresowy kursik i winda do nieba na 4000. Sam lot no problem, bo zsamolotami jestem oswojony. Ale w momencie jak sie światełkazapliły.... eeech... Cały strach znikł po wypadnięciu. Ten widok,prędkość, widok... WIDOK.... no to jest warte wszystkiego. Potem"dynamitowe" szybowanie.... i wpadłem. No spodobało mi się. Ale jak !do tej pory mnie trzyma. Pewne jest już to, że w nowym sezonie robię uWas AFF zwłaszcza, że ponoć Gagadka założyła się z Dynamitem o to czyprzyjdę na kurs Ja sporo zdjęć robię i zamierzam sobie zmajstrować takie ustrojstwo nagłowę i fotografować ile wlezie. Nie zamierzam zmieniać strefy. WAtmosferze naprawdę mi sie spodobało. Jeszcze raz dziękuję teamowi Gagadka & Dynamit i całej reszcie ekipy. Ja tu jeszcze wrócę
Ibisz - laureat Konkursu na najlepsze hasło reklamowe (i stąd jego ksywka): Siemanko wszystkim! No i przyszła na mnie pora, by opisać swoje odczucia z mojego1wszego razu...a więc: nigdy wcześniej nie spotkałem takiejkobiety,było z nią fantastycznie:)...ups, to nie to forum! 1wszy raz zeskoku miało być tak? hmm,to zmienia postać rzeczy :D Zacznę od początku, bo będzie troszke sentymentalnie, heh. <<Na początku był CHAOS>> Wszystko zaczęło się od ostrego melanżu rok temu nad morzem wŁebie (czyli jak zwykle). Idąc na plaże z ekipą z zamiarem wykąpaniasię i otrzeźwienia przed wypadem na disco niezbyt trzeźwy kumpeldostrzegł w oddali skoki na bungee. Nie wiele się zastanawiająckrzyknął: "kto ma jaja żeby skoczyć, ja stawiam!!?" Nie zastanawiającsię (czyli jak zwykle) zgodziłem się. No i od tego się zaczęło...tak mi sie spodobało, że powiedziałemsobie, że następnym skokiem będzie skok ze spadochronem, chociazwydawało mi się to wtedy bardzo odległe. Przeszukałem wszystkie witryny internetowe związane z tematykaspadochroniarstwa i powiem szczerze, że na Atmosferze się zatrzymałem.Powiedziałem sobie wtedy:TO JEST TO, Tu chcę skoczyć! Na dodatek na www.tandemy.plzobaczyłem info o konkursie...no i tak dzieki mojej nudnej pracy,swojemu zmysłowi poetyckiemu i waszej dobroduszności,heh znalazłem się15 sierpnia na lotnisku w Przasnyszu, gdzie powitała mnie sympatycznaMadzia a niedługo później zjawiła sie we własnej osobie Ula :) Już niemogłem się doczekać, kiedy poznam swojego pilota i kamerzystę z którymirazem nie wierząc w to jeszcze, będę latał w powietrzu:) Bartek i Pablookazali się zajebistymi kolesiami, naładowania pozytywna energią. UBartka najbardziej rozbawiło mnie jego luzackie (ale pełneprofesjonalizmu) podejście do skoku. Ja tam trzęsę juz portkami a onspokojnie bez stresu z fajeczką w ustach,zmierzamy do samolotu hehe.Atmosferę macie tam rzeczywiście zajebistą, jak w jednej wielkiejrodzinie :D:D to mi się spodobało! Ogromny stres złapał mnie juz po wejściu do samolotu, tym bardziej zejeszcze nigdy wcześniej nie leciałem samolotem. gdy ruszyliśmy non stoppowtarzałem sobie po cichu: CO JA TU KU..a ROBIE?!". Pewnie widać mojąprzestraszona mine na zdjeciach i fiilmiku, hehe.Jak znaleźliśmy siejuz na sporej wysokości, patrzą w okienko na malutkie kropeczki niczymnie przypomniające ludzi, bujając w dosłownym słowa znaczeniu wobłokach, słysząc dźwięk silników samolotu podziwiając zapierające dechw piersi widoki i .....śpiewając z całą ekipą "STO LAT"! ziomkowiobchodzacemu urodzinki(chyba) poczułem się ,hmmm jakby to określić:Jestem Tam, Gdzie Powinienem Być !! Nie za biurkiem, pod krawatemudając kogoś kim nie jestem, zawsze będąc BĄ TĄ...to nie dla mnie.Tutaj, teraz w samolocie jestem sobą, aż banan pojawia się na twarzykiedy o tym teraz piszę :) NIe będe powielał moich przedmówców jakie to jest uczucie kiedypodchodzisz do progu i widzisz swojego kamerzyste czekającego już nahasło, kiedy pilot krzyczy: READY! SET! GO!! Gdy wychodzisz....BA!wylatujesz z progu z okrzykiem WOOOW!! To jest dla mnie po prostu niedo opisania...moment w którym w czasie spadania kamerzysta odlatujenagle to znak, że zaraz Bartek otworzy spadochron i poczuje hmmm.ulgę(??) że jednak sie otworzył, hehe. Chociaż za takie uczucie chybawarto ....;) Powiem na zakonczenie, ze chyba nadszedł w zyciu czas na pewnezmiany. Jak mi niedawno Iwan napisał na goldenline.pl : "Mam nadzieję,że przyjdzie taki czas, że po prostu zrobisz na co będziesz miał ochotębez myślenia, czy to jest rozsądne czy nie." Święte Słowa :D:D ....ja po skoku powiedziałem (co dopiero zobaczyłem na filmiku): "Bóg popełnił jeden błąd przy tworzeniu człowieka...nie dał muskrzydeł"
Ola - 11 lat (skakała już 3 razy!)
Dnia 08.09.2008 skoczyłam 2raz! to było cudowne, szczególnie przy wyskoku ... kiedy IWAN otworzył spadochron to moje oczy wszystko widziały, tobyło niesamowite (nawet widziałam piłkarzy grajacych w piłkę), a kiedywyskoczyliśmy to zrobiłam 3 fikołki to było SUPER!! kierowałamspadochronem, a gdy IWAN przeją ster to zrobilismy karuzele i czułamsie jak na wesołym miasteczku jak bawiłam sie z PABLO to i pomachałam i "postrzelałam i popływałam to oczywiśće tez było ekstra" gdy tak pływałam czułam sie jak syrenka. po kilku dniach w domuotworzyłam skrzynke na listy i zobaczyłam paczuszke, natychmiast jaotworzyłam zobaczylam film z mojego skoku poleciałam szybko do domu iobejrzałam, nastepnie stwierdziłam ze ten skok był SUPER!!!!!!!!!!!!!!! NIE MOGE SIE DOCZEKAC NASTEPNEGO!!!!!!!!!! GORACO POZDRAWIAM OLA
Asia-Kurczak:
Teraz tylko wpatruje sie w zdjecia :) Chodze jak pijana. Wciąż jeszcze nie doszlam do siebie i oczywiscie (OCZYWIŚCIE!!! ) planuję następny raz, pozdrawiam tez wszystkich :)" Ja nie wiem Zwierzu co Ty tym babom robisz na górze, chyba czarną magię uprawiasz
Adam:
Pojechałem do Przasnysza by oddać skokspadochronowy. Uiściłem opłaty, podpisałem kilka papierków, przebrałemsię i zgłosilem na "dyżurkę". Tam dostałem kombinezon i uprzęż.Zdziwiło mnie, ze nie dano mi spadochronu, kasku ani wysokościomierza.Trudno- pomyslałem- sprzęt drogi, a ja bez doświadczenia- móglbym wszakpopsuć. Miałem jeszcze cichą nadzieję, ze wręczą mi ów sprzęt wsamolocie, ale nie. Ledwo zaświecilo się swiatło i ktoś otworzył drzwi,to wszyscy uciekli !:( Pomyślałem sobie, ze spadając złapię się kogoś kto juz otworzył.Skoczyłem. Po chwili zauważyłem, że ktoś leci tuż nade mną, a mojewrażnie, że ktoś wciąż stoi mi za plecami to nie pijackie derilium.Mało że poskąpiono mi sprzętu, to jeszcze jakiś facet pcha mnie kudołowi bym szybciej spadał!. Juz miałem Go zrzucić, kiedy zauważylem, ze ktoś nadlatuje. Uradowałemsię! Ktos wreszcie zauważył, ze nie mam sprzętu i chce mnie ratowac!!!.Z całych sił wyciągałem dłonie by złapać się tej cudownej, szlachetnejistoty, ale kiedy bylem już blisko, to Ten nade mną zaczął Ja odganiać:( Facet miał pecha, bo kiedy tak mnie spychał ku ziemi przypadkiemMu się uczepiłem uprzężą i kiedy zadowolony otwierał spadochron, ja nanim zawisłem niczym półtusza świniaka na haku w mięsnym. Normalnie otarłem się o śmierć!
Strażakowa: Witajcie! :) Oj długo nie mogłam dojść do siebie po skoku. Powrót do rzeczywistościbył ciężki, nie mogłam przestać o tym myśleć. Chyba gdyby nie superfilm, zrobiony przez Pablo, który oglądałam milon razy, to bym niewierzyła, że to zrobiłam. Ale może od początku... Skoki nie były dlamnie nowym tematem. W październiku biorę ślub ze znanym Wam pewnieStrażakiem :) Mimo woli więc często byłam katowana filmami, zdjęciamiitp. Nie ukrywam, że lubiłam jeździć na lotnisko i oglądać lecące ilądujące osoby. Z dnia na dzień moja ciekawość rosła, bardzo chciałamwiedzieć co takiego super jest w lataniu, od czego mój facet tak sięuzależnił. Ludziom nie można zabronić robienia czegoś co kochają ipomimo że większość znajomych i rodziny nie mogła pojąć jego pasji japostanowiłam, że muszę sprawdzić o co w tym chodzi ;) Kiedy zbliżałysię moje urodziny pomysł pojawił się szybko. Tak więc 18 lipca w 25-teurodziny pojawiliśmy się w Atmosferze. Później potoczyło się wszystkobardzo szybko. Kochani Domiś i Pablo świetnie się mną zajęli,wątpliwości nie pojawiły się nawet przez chwile. Sam skok byłniesamowitym przeżyciem, na zdjęciach widać jak wyskakuję z uśmiechemna twarzy. To co się tam dzieje, co się czuje może zrozumieć tylkoosoba która to zrobiła. Na pewno każdy inaczej odbiera lot, dla mnie tobyło potwierdzenie powiedzenia "Wolność pojawia się wtedy kiedy kończysię strach". Podczas swobodnego spadania miałam małe problemy zoddychaniem, wydawało mi się że nie mogę złapać powietrza. SzanownyIwan wyjaśnił mi później że od nadmiaru powietrza jeszcze nikt się nieudusił. Osobiści twierdze, że to z powodu lekkiego stresu i otwartychust. Tak więc chyba jedyne co mi pozostaje to skoczyć drugi raz zzamkniętą buzią i bez paniki :) Przecież muszę sprawdzić jak to jest ztym oddychaniem... :) Wydaje mi się, że jeżeli zrobiłam coś takiego to mogę zrobićwszystko. Bardzo dziękuje Domisiowi i Pablo z nadzieją, że jeżeliskocze drugi raz to też z nimi :) chyba że to będzie samodzielny skok. A odpowiedź na pytanie czy było fajnie najbardziej przedstawia zdjęcie http://www.crazy4skydive....=4539&mode=next Do zobaczenia, mam nadzieję niedługo w Atmosferze :)
Kasia:
Pierwszy skok - nowe życie
W dniu, w którym uprawomocnił się mój wyrok rozwodowy, i w którymwypadałoby z rozmachem rozpocząć nowy rozdział życia, spełniłam swojewielkie marzenie - skoczyłam ze spadochronem. Muszę przyznać, że nieodczuwałam żadnych skrajnych emocji, ani strachu, ani ekscytacji. Wchwili, w której samolot uniósł się w powietrzu, poczułam ogromnyspokój i zaczęłam napawać się widokami rozciągającymi się za oknem. Tużprzed skokiem z samolotu nie czułam tej adrenaliny, którą odczuwałam,wcześniej wyobrażając sobie ten moment. Skoczyłam i poczułam, żeznajduję się dokładnie w miejscu, w którym powinnam się znajdować, i żejest bardzo podobnie, jak w tych snach o spadaniu i lataniu, które takuwielbiam. Chłonęłam całym ciałem każdą sekundę, choć z lekkim smutkiemobserwowałam nieuchronnie zbliżającą się ziemię - szkoda, że towszystko trwało tak krótko. Ekscytacja i ogromna radość przyszły gdzieśtak godzinę po wylądowaniu, jak już ochłonęłam i odzyskałam słuch(zawsze miałam problem ze zmianami ciśnienia), zobaczyłam też, z jakiejwysokości skaczą kolejni spadochroniarze i dotarło do mnie, co przedchwilą zrobiłam :) Nie wyobrażam sobie lepszego wejścia na nową drogę życia. Jakstwierdził mój przesympatyczny tandempilot: "życie już nie będzie takiesamo" i chyba miał rację - kolory, zapachy i dźwięki wydają siębardziej intensywne, zaskakuje niesamowite wyciszenie i wewnętrznyspokój oraz głębokie przeświadczenie, że mogę wszystko. Jest to dopiero początek mojej przygody z lataniem; myślę, żenieprzypadkowy jest fakt, iż z okien mojego mieszkania widać głównieniebo i lotnisko Okęcie - za każdym razem, gdy patrzę przez okno,uśmiecham się bardzo szeroko :) Polecam klub Atmosfera wszystkim zainteresowanym podniebnymiprzyjemnościami - instruktorzy są bardzo profesjonalni i wspierający, ainfrastruktura przyjazna i wakacyjna. Bardzo dziękuję "Dynamitowi" za wspólny lot i rozśmieszanie mnie - na pewno w najbliższym czasie polatamy na paralotni! :)
Jaga (jeden skok to było za mało): Uwaga! Rozpiszę się.. To zabawne...kiedy czytałam wypowiedzi innych osób okazało się, żebardzo często pierwszy skok jest rozpoczęciem, bądź zakończeniemjakiegoś etapu życia. Okazało się również, że nie jestem oryginalna, bozrobiłam to samo
Ostatni rok mojego życia to ciągłe zmiany, rozpoczynanie i często niekończenie jakiś spraw. Zakończyłam siedmioletni związek, spakowałamwalizeczki i długo szukałam swojego miejsca, postanowiłam robić cośwyjątkowego... rozwinęłam skrzydła w firmie w której pracuje od trzechlat, otworzyłam również własną - i tak wpadłam w pracoholizm (he hehe).
Był 18 kwietnia - urodziny, mieszkanie zapełniło się gośćmi,kochanymi uśmiechniętymi buziami. Cały tydzień szeptali sobie coś wukryciu - a mi udało się tylko podsłuchać "przecież ona oszaleje zradości" - i uwierzcie mi, że tak było. Wręczyli mi małe płaskiepudełeczko, otworzyłam książeczkę, w której zaznaczona była strona zopisem skoków spadochronowych i krzyknęli LECISZ !!! Zaczęłam piszczećze szczęścia jak dziecko, rzucać się im na szyję, płacząc prawie zradości. Wyczekiwałam najlepszego momentu na skok, postanowiłam pozałatwiaćwszystko, co mnie martwi i skoczyć. Szybko nadszedł koniec czerwca...toten czas...Jadę!! Niebo pochmurne jak cholera, w Warszawie pada, aleMagda poinformowała mnie, że skaczą Jadąc miałam jeszcze pewne obawy.. pewnie się nie uda, pewnie niebędzie warunków, a ja tak bardzo nie mogę się doczekać, żeby to zrobić. Przyjechałam na miejsce, a tam same uśmiechnięte twarze, kręcą sięludzie w pomarańczowych strojach, w Manifeście uśmiechnięte dziewczynypomogły mi w rejestracji. Ok... jestem gotowa... widzę jak skaczą jużinni i nie mogę się doczekać. Po jakimś czasie, podchodzi do mnie:sympatyczny, uroczy, uśmiechnięty człowiek - Dominik i informuje mnie,że to z nim będę skakać Kiedy już upodobniłam się do reszty skoczków, odziewając się wpomarańczowe ubranko, pojawił się człowiek energia zwany Burzą -kamerzysta mojego skoku
Przygotowania i szkolenie minęły nam w atmosferze śmiechu i dowcipów o nietoperzach , Dominik z cierpliwością przedszkolanki tłumaczył mi kolejne etapyskoku, ale ciężko mi się było skoncetrować co mówi bo oczami wyobraźnijuż byłam wysoko
Samolot wystartował przelecieliśmy przez warstwę chmur (nawet mogłamzwiedzić kabinę pilotów) i pojawiło się to piękne niebieskie niebo ibiała pierzynka, od której odbijało się słońce. Coś ślicznego, takiwidok z okna samolotu podobał mi się zawsze najbardziej. Otworzyły się drzwi samolotu do środka wleciało zimne powietrze.Skaczą.... Jeden, drugi, trzeci skoczek, tandem przede mną....giną mi zpola widzenia, moja kolej. Znowu piszczę z radości jak dzieciak, niejestem w stanie wydusić słowa. Staję na krawędzi... Słyszę jakby zzaściany...READY....SET....GO!!. Wypadamy z samolotu...lecimy 200 km nagodzinę przez jakieś 60 sekund, w moim organizmie szalała tylkoserotonina z adrenaliną. Pouśmiechałam się jeszcze do Burzy i naglezamiast spadać mam wrażenie, ze lecę do góry Otwiera się spadochron, kawałek pomarańczowego materiału z linkami,które ma nam pomóc spokojnie dolecieć. I faktycznie robi sięspokojnie.... mogę jeszcze przez chwilę podziwiać tą pierzynkę pode mnąi tak niebieskie niebo którego z ziemi tego dnia nie można byłozobaczyć. Jedyne co powtarzałam w kółko to tylko: Jak tu Pięknie! Przelecieliśmy przez mleczne chmury, zobaczyłam mapkę okolic Przasnysza i za chwilę mięciutko lądowaliśmy.
Spadochron łagodnie opadł na ziemię, ja z radości obściskałam Dominika , powydurniałam się jeszcze do kamery, po czym dumnie, na zupełnie miękkich nogach niosłam do namiotu kawałeczek spadochronu. Banan z twarzy nie schodził mi co najmniej przez kilka godzin, dosamego wieczora po powrocie, opowiadałam i pokazywałam na filmiewszystkim jak było, zamykałam oczy i widziałam wszystko jeszcze raz.Mój stan określano jako (cytat) "powtarzający się orgazm" ; zakochanie i głupawka Zaczął się zwyczajny tydzień, poniedziałek, jak poniedziałek...siedziałam długo na balkonie i gapiłam się w niebo szczerząc zęby jakidiota. Mój telefon się rozdzwonił i co ciekawe z samymi dobrymiwiadomościami. Po rozmowach okazało się, że rzeczy które nie miałyszans wypalić jednak się udają. Ludzie, na widok których zawszedostawałam niestrawności są mili, uśmiechnięci i da się z nimi cośzałatwić.
W pracy od razu zauważyli że coś jest we mnie innego.... Koło środy zaczęłam tęsknić, płyta z filmem była już odtworzona z 1000 razy. Postanowiłam zrobić to jeszcze raz Szybko zadzwoniłam, żeby się umówić.
Już bez tak długich opisów
Tym razem skakałam ze Zwierzem, wyskakiwaliśmy tyłem z samolotu,zrobiliśmy dwa salta do tyłu, karuzelę, i bujaliśmy się w śmiesznysposób przed lądowaniem - to było wariactwo oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ekstra!!! to były dwa różne skoki, ale obydwa świetne. Teraz jestem już zdecydowana że robię kurs - to jest ten sposób naoderwanie się od rzeczywistości którego szukałam, to jest sposób żebynabrać dystansu do rzeczy które się robi na co dzień, to jest sposóbżeby nawet w najtrudniejszych momentach, najbardziej stresowychuśmiechać się i iść na przód - bo kiedy zamykasz oczy i widzisz to coja teraz wiesz że możesz wszystko... Pierwszy skok zostanie mi w pamięci na zawsze i z tego miejsca chcępodziękować moim przyjaciołom, którzy dali mi ten prezent, Dominisiowi- który otrzymuje ode mnie miano najsympatyczniejszego gościa, któryjako pierwszy sprowadził mnie na ziemię, Burzy za jego fantastycznyuśmiech, Zwierzowi za szalony wyskok i wszystkim z ekipy klubuAtmosfera za tak fajnie spędzony czas Atmosfero niebawem przybywam na kurs 
Pierwszy skok Bogusia
 Marzyłemo skoku z samolotu od 3 lat... odkąd pamiętam zawsze patrzyłem w nieboi żyłem z głową w chmurach. Wiedziałem, że któregoś dnia skocze, tylkonie wiedziałem kiedy. Dla mnie skok, nie ważne czy w tandemie czysamemu, to kwestia zaufania, dlatego w grę wchodził tylko i wyłącznieskok z Iwanem, bądź kimś z jego Atmosferycznej ekipy. Innych opcji niema i nie było. Zacząłem planować swój skok 2-3 miesiące temu. Od tego momentu nie było drogi powrotu z dwóch bardzo ważnych powodów: 1) nigdy się nie wycofuję, 2) troche lipa by była, ponieważ wszyscy juz znali mój plan :)
Niepotrafiłem siedzieć cicho, z każdym dniem chciałem wiedzieć corazwięcej i byłem tak nakręcony przyszłym skokiem, że różowy, puchatykróliczek Energizera to mały pikuś przy mnie. Na kilka dni przedskokiem pogoda postanowiła zagrać ze mną w pokera... pokazywała copotrafi, były ulewy, silny wiatr, niskie temperatury i chmury szorującebrzuchem po ziemi... to była gra psychologiczna, kto zachowa zimną krewi pokerową twarz ten wygrywa.
Skubana nie dawała za wygraną dodnia skoku, ale to ja miałem asa w rękawie... Ekipe Iwana i swojądeterminację... Dzień skoku był świetny: cała ekipa super, wszyscychętnie pomagają, służą radą i uśmiechem. Dzięki Nim dzień mija bardzoszybko. Chcę skakać jako pierwszy, nie chcę czekać, nie potrafię. Pozatym ja nigdy nie chciałem siedzieć w jednym miejscu za długo, to zbytnudne. Podobno mam ADHD, ale bez papierow więc nic mi nie udowodnią.
Kiedynadeszła moja pora dostałem ładny pomarańczowy kaftanik z rozporkiem ażdo brody i napisem www.tandemy.pl, a także szelki od Zwierzaka, mojegotandempilota, któremu bardzo dziękuję za ten skok. Bladość twarzy byłaodpowiednia, co znaczyło, że jestem gotowy. Później trochę instrukcjijak to wszystko będzie wyglądać i prośba żebym nie robił zbyt głupichrzeczy w powietrzu, bo zaloży rękawice z ćwiekami. Później tylkokrótkie, ale dokładne sprawdzenie czy wszystko jest ok, instrukcje przysamolocie jak będziemy wyskakiwać i w drogę.
Kiedy naszTurbolet kołował na pasie i zaczął nabierać prędkości miałem już tylkojedną myśl w głowie... "proszę oderwij sie już od ziemi, chcę być wkońcu w powietrzu...proszę, proszę, proszę" Kolejne ok. 15 min towznoszenie sie na wys. 4000 m. Świetny lot widokowy z doborową ekipą.Myslałem, że będę miał większy stres, ale kiedy widziałem opanowanetwarze skoczków stres i strach wracały do odpowiedniego poziomu... a coz resztą tej motywującej pary?? NIC !! Jak powiedział Pan Wu - przyjmijją na klate i have fun! Tak też zrobiłem. Wiedziałem, że jestem wdobrych rękach i nic mi się nie może stać. Zwierzak spokojnym głosempoprosił żebym wstał, pokazał mi na jakiej wysokości jesteśmy, przypiąłdo siebie i nadeszły ostatnie chwile oczekiwania.
Zdenerwowanierosło z każdą sekundą. Wiedziałem, że teraz jest już tylko jedna droga– głową w dół. Wreszcie drzwi samolotu się otworzyły. Wszyscy zaczęliwyskakiwać, My na końcu. Idziemy jak wyrosnięte, pomarańczowe pingwinydo niebieskiej odchłani, która kusi i przeraża. Niesamowiciepodniecające połączenie. Jesteśmy chyba ostatnimi dwoma egzemplarzamipingwinów, które uważają, że stwierdzenie - pingwiny to nieloty, totylko głupi mit, który trzeba jak najszybciej obalić. Pablo, mójkamerzysta już stoi na stopniu za samolotem, dochodzimy do progu,spoglądam w dół i po raz pierwszy pojawia sie w głowie prosta myśl: OQrwa! Szybkie spojrzenie na Pabla, uśmiech do kamery, słyszę huksilników samolotu i przebijający się głos mojego tandempilota: Ready!Set! GO! Wypadamy z samolotu, już jesteśmy w objęciach niebieskiejodchłani, robimy salto do tyłu, mózg wariuje, jeszcze nigdy nie dostałtakiego kopa, nie wiem co się dzieje, nie wiem gdzie jestem, wszedziebiało-niebiesko, łapczywie pełnymi ustami staram się nabieraćpowietrze, lecz nie jest to łatwe, serce chce oszaleć, czuję jak wciągamnie w dół, ogromny hałas, potwornie zimno, po pewnym czasie dostajęsygnał, że mogę już rozłożyć ręce i poczuć wolność, moje cialo układasie do lotu samo, podlatuje Pablo, łapiemy się za ręce i zaczynamykręcić. Zadziwiające jest to, że od momentu wypadnięcia z samolotu wgłowie jest tylko jedna mysl: O qrwA! O qrWA! O qRWA! Co ja robię??Patrz w kamerę! O QRWA! Przelatujemy przez chmure, najpierw jest biała,później robi się ciemna. Jest... taka cudowna! Wypadamy z objęć czarnejchmury i nagle widzę ziemię, zielone, piękne pola, stawy i lotnisko. Pochwili, która w głowie trwa jak wieczność mój tandempilot otwieraspadochron.
Już nie wiem, czy lecę w dół czy w górę. Po chwiliczasza Nas wyhamowuje, lot się stabilizuje, a ja nadal nie mogę dojśćdo siebie. Mogę już zdjąć gogle, ale moje dłonie są zmarznięte i z tychemocji i tylu różnych bodźców odmawiają posłuszeństwa. Teraz juz zostałspokój, cisza i kolejny wspaniały etap: lot widokowy z otwartymspadochronem. Dostaję sterówki i mogę sprawdzić jak to jest, mogęlecieć gdzie chce. Niesamowite uczucie. Po kilku minutach zbliżamy siąbardzo łagodnie do ziemi. Mam wrażenie jakbyśmy byli zawieszeni nanieboskłonie Zwierzak trzyma juz sterówki i mówi, że mogę je puścić.Jednak z emocji moja lewa dłoń nadal pozostaje zaciśnięta i niepotrafię jej otworzyć. Po chwili koncentracji jest już ok. Ziemia corazbliżej. Lądowanie niezwykle miękkie, bo to tandempilot szoruje tyłkiempo ziemi. Teraz juz tylko gratulacje, uściski, powrót do ekipy i... Nowłaśnie "i" - teraz już nie jest tak samo i coś trzeba z tym zrobić...
Powiedzieć można tylko jedno "Idź i skocz z ekipą Iwana!" "Idź i skocz z ekipą Iwana!" "Idź i skocz z Atmosferyczną ekipą!" NIE WAŻNE GDZIE, WAŻNE Z KIM!”
Iva zaSKOCZONA
Wziętaz zaSKOCZKA, czyli laik w przestworzach. Sprawozdanie z wycieczki. Co?Wu skoczy, a ja nie skoczę? JA NIE SKOCZĘ?! Oczywiście, że skoczę! Coprawda nie wiem co ludzie widzą w wyskakiwaniu z lecącego samolotu, aleok. – jestem tolerancyjna: różne są skrzywienia i nie każdy musiwyczynowo grać w szachy. A instruktor może mieć ciekawy lot, kiedypotencjalnie zacznę wierzgać kończynami albo zwijać się kuleczkę (opcjado wyboru), nie mówiąc już o prawdopodobnym wypinaniu się z uprzęży.Trzeba ludziom urozmaicać życie.
Pierwszytandem wylądował, a pasażerka… jakby blada. Ja - następna. Niebo corazbardziej zasnuwa się chmurami – istnieje obawa, że ja będęprzezroczysta. Mimo wszystko, samodzielni skoczkowie wracająuśmiechnięci. Taka rozbieżność…? Niemożliwe - tam musi coś być.Inspektor Gadżet musi to sprawdzić!
Pomarańczowy kombinezon pasował idealnie – to dobry znak. Coprawda przez krótką chwilę zastanawiałam się jak bardzo zasznurowaćbuty, żeby ich nie zgubić, ale po przetestowaniu wszystkich możliwychwygięć kostki, obawy zmniejszyły się nieco. Bardzo nieco. Czas nazapinanie. Iwan zaprezentował mi gustowną uprząż w kolorze czerni,która całkiem nieźle akcentowała powagę sytuacji, w odniesieniu doczarnych elementów kombinezonu. Chwilę potem okazało się, że jestemmniejsza niż sądziłam, bo szelki sięgały kolan, ALE nie ma rzeczyniemożliwych – są tylko te bardziej nieprawdopodobne: dobry zapinacz,zapnie wszystko. I tak się też stało. Po żmudnym procesie chowania dyndających pasów zostałam: znienacka podniesiona, profilaktycznie poinstruowana, zawodowo wygięta, nakierowana wzrokowo na trutnia, którym okazał się być Pablo – człowiek kamerka. Potem usłyszałam, że z samolotu wyskakuje się z godnością oraz żemój lot został przełożony o kilkadziesiąt minut ze względu na złąpogodę. Był to pierwszy moment, kiedy uświadomiłam sobie, że życieskoczka polega na czekaniu.
No to sobie czekam. I czekam.Czekam. Wciąż czekam. Kiedy sobie tak czekałam, sprawdzałamwytrzymałość kombinezonu i doczepionych do niego gadżetów, poprzezwykonywanie gwałtownych ruchów, potencjalnie uprząż zaskakujących. Coprawda zdarzało się, że inni skoczkowie patrzyli na mnie zpowątpiewaniem i odbierali moje półpadaczkowe ruchy jako objaw stresu,ale to był wyłącznie ich problem. Niestety uprząż nie dała sięzaskoczyć, a ja wciąż czekałam na lot. Oraz na stres, który w końcu powinien się pojawić!Jestem na monitorku! Idziemy.
Iwanpoetycko wziął mnie za rękę (chwyt psychologiczny – pewnie też sądził,że się stresuję) – wreszcie polecimy! Przed wejściem do samolotu,zaczepił nas jakiś tubylec i ostrzegał, że na górze bardzo wieje isłabe silniki samolotu mogą tego nie wytrzymać. Pewnie myślał, że sięprzestraszę – cienias. Jeszcze tylko przed wejściem na pokład upewniłamsię, że nie będę w stanie wypiąć się w powietrzu i zaczynamy…Jestem w samolocie. A ze mną wycieczka Azjatów. Oni są wszędzie… Jakiśczeski instruktor puszcza mi oczko… Czyżbym była już niebieska jakniebo, które pojawiło się już za oknami? A potem było już tylko lepiej.
Wokół samo niebieskie,chmurki, uśmiechnięte twarze. Co prawda, nie bardzo wiedziałam copowinnam robić, bo kilkanaście minut do wyskoku to przecież sporoczasu, a wiercić się nie wypada, więc siedziałam sobie grzecznie iobserwowałam ludzi. Sprawdzałam czy Iwan nie stresuje się zbytnio orazczy Pan Kamerka wciąż działa. Teraz wiem ,że największym stresem były dla mnie te szklane oczka skierowane w mojąstronę – nigdy nie wiadomo z której strony zaatakują. Dezorientacjępowodowała też duża liczba osób w kaskach tak małym pomieszczeniu, alenie wiem skąd mi się to wzięło. Azjatki nadal bladły wprostproporcjonalnie do zwiększającej się wysokości (pewnie ja też, alestresu jak na lekarstwo).
Sprawdzenie wszystkich zawiasków iprzymocowanie mnie do Iwana w charakterze bagażu podręcznego, zajęłozaledwie kilka minut. Pan Kamerka działał cały czas – widziałam. Potemdziwne znaki, które powodowały u mnie kolejną dezorientację. Samolotdalej leci, obydwa silniki działają (jak miło), chmury poniżej, ludzina pokładzie ubywa, czyli wszystko w normie. Ja chcę wreszcie wypaść!Zanim jednak to nastąpi, każda szanująca się skoczkini powinnaumiejscowić się na krawędzi samolotu i popatrzeć na Pana Kamerkę, żebynie było wątpliwości, że skacze ona, a nie jakaś atrapa.
Itutaj zatrzymamy się na chwilę, bo… kiedy przed skoczkinią otworzył sięcały świat, widzi nieograniczoną przestrzeń i ma ochotę krzyczeć doinstruktora: „co tak stoisz, skaczemy!!!”, ale nie może, bo ją poprostu zatkało, to uwierzcie mi – ostatnią rzeczą na którą ma ochotę,jest machanie ludziom, którzy przyczepili się do zewnętrznej częścisamolotu. Niechętnym wzrokiem popatrzyłam więc w szklane oczko i jużmnie nie było. Pierwszy fikołek spowodował, że uświadomiłam sobie, żewłaśnie w takim środowisku człowiek jest doskonale nieograniczony iprzez najbliższe kilkadziesiąt sekund może poczuć się klasycznie wolny.Jest tylko powietrze, a wyskakując z samolotu czułam się jak ten elektronwalencyjny, który może przeskoczyć na inną powłokę (oczywiście wnieregularnym kobalcie, liczba atomowa 27). Lecę i nie czuję, żewygięło mnie nienaturalnie (próbowałam tak na ziemi – nie da się). Jestidealnie, a przez całe ciało przepływa energia.
Nieczuję, że nade mną znajduje się dwa razy cięższy Iwan. Przede mną śmigaPablo z kamerką, który jeszcze nie wie, że jest moim punktemorientacyjnym na… no właśnie: na czym? Bo przecież jesteśmy wpowietrzu. Przez chwilę je stemczłowiekiem szczęśliwym. Nie muszę szeroko się uśmiechać, ani machaćrękami, żeby to okazać. Zresztą – po co? Przecież to mój prywatny lot.Nie interesuje mnie nic (nawet chmury) poza tym, żeby poddać się silegrawitacji, która ułoży mnie najwygodniej. Nie muszę myśleć ospadochronie – otworzy się przecież… …o, już się otworzył. Trzepnęłomną jak workiem ziemniaków. Cud, że nie wybiłam Iwanowi zębów moimibutami (nie byłam pewna czy ubezpieczenie obejmuje takie wypadki),które na szczęście nadal były na swoim miejscu (zarówno zęby, jak ibuty).
Czasna spacerek. I zen. Mój zen polegał na tym, że z tęsknotą spoglądałamwysoko na chmury, żałując, że to już koniec i przypominając sobie jakbyło fajnie. Taki to był zen. Pomiędzyjednym a drugim, zapewne niezrozumiałym dla Iwana, bełkotem, oczywiściezapytałam kiedy będę mogła zacząć kurs AFF, bo w jednej małej chwilipoczułam, że skoro woda mnie przeraża, a powietrze nie, to może właśnieznalazłam to co lubię.Po chwili przekonałam się, że lot na czaszy (trudne słowo na „c”) teżmoże cieszyć, bo istnieją takie wynalazki jak… sterówki! No to sobieposterowałam… niespełna 150-kilowym ładunkiem – lepsze niż siłownia.Nie przeszkodziły mi nawet zamarznięte końcówki palców, (na górze było-12 stopni Celsjusza, czyli całkiem rześko).
 Niezorientowałam się, kiedy wylądowaliśmy na ziemi i doświadczyłamsyndromu ping-ponga, który objawił się dużą ilością podskoków – to napewno przez te Azjatki. Ponadto, spadanie z tak dużej wysokości iwszystko co działo się później, drastycznie ograniczyło mój słownik dodwóch wyrazów: „SUPER!” i „REWELACJA!”. Blada jak kreda, z dyplomemręku, cieszyłam się niewiadomo z czego, ale podejrzewam, że nie z tego, że już jestem naziemi. Rzeczywiście, uśmiech nie schodził z mojej twarzy do końca dnia,a i dziś uśmiecham się na samo wspomnienie. Misja została wykonana.Inspektor Gadżet sprawdził czy coś tam jest. Diagnoza: JEST, ale… jestto na tyle rozległe, że Inspektor Gadżet musi tam jak najszybciej wrócić i zbadać dokładniej.
Marta: Witam! Doskoku namówił mnie mój PRZYJACIEL! w zasadzie założyliśmy się. Jaskoczę :-) On zgoli wąsy (bez których sobie nie wyobrażał życia)... Witam! Mój pierwszy raz był 19.08.2006... Do skoku namówił mnie mój PRZYJACIEL! w zasadzie założyliśmy się. Ja skoczę :-) On zgoli wąsy (bez którychsobie nie wyobrażał życia) :mrgreen: i pojedzie ze mną na narty (ON nieznosi zimy! a narty wg Niego to zło konieczne :mrgreen: ). Wąsy zgolił8-) jeśli chodzi o narty to jeszcze się opiera ale mam nadzieję, żetylko do najbliższej zimy :evil: Jadąc do Przasnysza pogoda była nienajlepsza, w duchu myślałam sobie: mam nadzieję, że skoki będą odwołane8-) ale niestety w samym Przasnyszu świeciło słońce :mrgreen: :mrgreen:(tak to jest jak człowiek ma przez całe życie pecha :mrgreen: Przyszedłczas, że musiałam wsiąść do samolotu (nigdy nie leciałam tego typuśrodkiem lokomocji) więc przepiękny widok ziemi, potem chmurspowodował, że o samym skoku nie myślałam. Na wysokości 3000 m, jakzobaczyłam jak Ci ludzie lecący z nami zaczęli wyskakiwać i jakoś takszybko znikać :mrgreen: zaczęłam się bać!! Jak przyszła moja kolej iIwana to zaczęło mnie to jakby mniej bawić 8-) oczywiście o wszystkichwskazówkach które zostały mi udzielone na ziemi zapomniałam :mrgreen: apotem?? już nie było wyjścia...wyskoczyliśmy :) i było super! Niesądziłam, że kiedykolwiek coś takiego zrobię :mrgreen: jestem z siebiedumna :) To było niesamowite przeżycie 8-) Marek, dziękuję, że mnie do tego namówiłeś, że pozwoliłeś uwierzyć mi, że jestem w stanie TO zrobić:mrgreen: mam nadzieję, że w tym roku, w sierpniu też wybierzemy się wtamte okolice, by znowu zaznać odrobinę adrenaliny :) że znowu spędzimymiłe popołudnie wśród ludzi którzy przyjęli nas tak serdecznie, jakstarych, dobrych znajomych :mrgreen: Ula, Iwan...dzięki :-D
Moni:
To było zupełnie nieplanowane, pewnego pięknegopopołudnia Grabarz zgarnął mnie z domu do Olsztyna... miałam 45 minutna spakowanie się i uszykowanie do drogi, dałam radę:) w Mełniezgarnęliśmy Kasztana:) Następnego dnia popołudniu... kierunekPrzasnysz:) i tak się zaczął weekend pełen niespodzianek:) Piątek(18.07.2008), godziny wczesno-wieczorne. Kręcimy się zKasztanem po układalni i któryś z chłopaków się odzywa... chybaGrabarz: - Papiery na tandem wypełnione?? (przerażonym głosem z Kasztanem odpowiedziałyśmy... ) - Nie.. bo przecież... :) (a na to chyba Kali...) - No to dalej wypełniać nie ma czasu zaraz wylot! Mniej więcej tak to się zaczęło, wszystko tak szybko się działo żenawet nie wiem kiedy a już miałam czarno-pomarańczowy kombinezonskoczka na sobie:) Kombinezon już jest... teraz uprząż :) podobno spawana.. tak Grabarz zIwanem mi powiedzieli przygotowując mnie do skoku.. się żarty chłopakówtrzymają no!! jak ja cała w stresie byłam.. chociaż w sumie nie wiemczy to stres czy radość że spotka mnie coś tak... hmmm... nieziemskiego:D mieszane uczucia, bardzo mieszane ale bardzo pozytywne:) bo bananana twarzy miałam cały czas... ale to dopiero na filmiku zobaczyłam.. bojak bym wiedziała że tak się strasznie zachowuje to bym się starałajakoś opanować ;D a obok Kasztan się też do skoku ze Zwierzemprzygotowuje... przerażona ale uśmiechnięta... :) No to jesteśmy gotowe... nasi Tandempiloci też gotowi więc.. czasw drogę :D taką inną niż zawsze.. taką PODNIEBNĄ:) jak fajnie :) Iwanchwycił mnie za rękę i poszliśmy do samolotu:) ale nie musiał mnie siłądo niego zaciągać... nogi miałam trochę miękkie ale co tam... raz siężyje:) I pomyśleć że pojechałyśmy tam z Kasztanem popatrzeć i nabrać ochoty na skok :D Przed wejściem do samolotu mała instrukcja co i jak.. a conajważniejsze jest podczas skoku?? UŚMIECH!! Tak powiedział Iwan i tegotrzeba było się trzymać :D ale z tym nie było problemu :) No to lecimy... w samolocie trzęsie, głośno jest bardzo wszyscyuśmiechnięci a Kasztan i ja nie wiemy co się dzieje, mamy przerażoneminy a na myśl przychodziły słowa Kuby Sienkiewicza „co ja tutaj robię”:D teraz już mogę pozbierać myśli i jakoś posklejać fakty ale chwilę poskoku było to niemożliwe:) Panika została za drzwiami a lęk wysokości... na wysokości 4000 metrów znika gdzieś i go nie ma i całe szczęście!! I nadeszła wiekopomna chwila.. drzwi od samolotu się otworzyły nie wiemkiedy... spojrzałam w lewą stronę i były otwarte a reszta skoczków jużbyła na zewnątrz... aaaaaaaaa zaraz polecimy z Iwanem w dół?? Ojej!!chyba tak.. przypiął mnie do siebie stanęliśmy w drzwiach... po lewejstronie stał Grabarz, miałam się do niego uśmiechnąć i buziaka posłać..tak też zrobiłam ale na wysokości 4000 metrów jest to trochętrudniejsze niż na ziemi :D No i nagle znaleźliśmy się wprzestworzach!!! Pod nami ziemia, nad nami błękitna przestrzeń.. czegochcieć więcej... po kilku fikołkach zaczął się ustabilizowany lot.. ztak bardzo dużą prędkością!! Przed nami Grabarz z kamerką, uśmiech doniego i miał być żółwik... ale nie dało rady:( eh.. te silne podmuchywiatru no, to one przeszkadzały i nie wyszło. Po chwili spadochron sięotworzył, zwolniliśmy, Grabarz poleciał szybciej, zniknął z polawidzenia i zaczęła się zabawa:) – Byłaś kiedyś na karuzeli? (zapytałIwan) –W sumie to zawsze się bałam (odpowiedziałam) – To co powiesz nato? I karuzela w powietrzu!! Wiecie jakie to wspaniałe uczucie!!Niesamowite! Tego nie da się tak po prostu opisać.. to trzeba przeżyć:D a później jeszcze chwila spokojnego lotu i co?? i dostałam od Iwanasterówki... sterowałam spadochronem!! Tego też nie da się opisać to teżtrzeba przeżyć :D W ogóle ciężko jest ubrać w słowa to co się tamdzieje:) Szaleństwo w biały dzień:) no i tak lecimy w dół, jestpięknie!, widoki niesamowite a wszystko takie malutkie, sprawy ziemskiezostają gdzieś niewiadomo gdzie i to jest wspaniałe... nie myśli się ożyciu tylko żyje się chwilą!! A chwila jest piękna:) Ale niestety..wszystko co dobre szybko się kończy, pora zejść na ziemię:( Lądowaniemiękkie i całkiem bezpieczne:) a obok już na ziemi Grabarz z kamerką...jak on się tam znalazł... nie mam pojęcia, on tam po prostu był :)pytał jak było.. jedyne co mi przyszło do głowy: było super!! Nie byłamw stanie powiedzieć nic więcej:) nieopanowany atak radości z tego cosię wydarzyło, którego nic nie mogło przerwać. I tak przez dłuższączęść wieczoru:) wszyscy pytali jak było? Odpowiedz krótka i na temat:super albo fajnie, a poza tym to nie pamiętam! Tak.. niewiele siępamięta po skoku, dopiero kiedy emocje opadną kojarzy się fakty iprzypomina co i jak po kolei :) (przynajmniej tak było w moimprzypadku). Jednak wrażenia nieziemskie i niezapomniane:) jedna zfajniejszych rzeczy jaką miałam okazję przeżyć :) Kiedyś jeszcze skoczę... może nawet kurs:) kto wie :) bo to fajnetakie czuć się jak ptak rozłożyć ręce i być wolnym!! Tym bardziej że jamiałam się tylko uśmiechać;) całą „brudną” robotę zrobił Iwan a janiczym nie musiałam się przejmować;) Podsumowując.. było pięknie!! W sobotę i niedzielę z Kasztanem podziwiałyśmy co chwilęspadających skoczków i troszkę im zazdrościłyśmy, że tak sobie wsiadajądo samolotu a nigdy w nim nie lądują tylko pojawiają się na niebie jakokolorowe punkciki i po krótkiej zabawie w przestworzach lądują naziemi:) Ja też tak chcę!!! Dziękuję Wam wszystkim za super weekend:) jesteście wspaniałą ekipą!! :) do zobaczenia w Przasnyszu:)
Gratulujemy naszym pasażerom odwagi! Dziękujemy za nadesłany opis i za to, że wybrali Atmosferę.
|